Share it!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Królicza łapka, a nawet więcej.

Króliczki uszyłam, świąteczne.
Zdrowych i wesołych! 
 


sobota, 8 lutego 2014

"Z pszczołami nig­dy nic nie wiado­mo. Ani z mi­siami, pro­sia­czka­mi, króli­kami, sowami..."

Co podarować na urodziny komuś, o kim tak naprawdę niewiele się wie? Oczywiście: filcową zakładkę do książek :) Zakładam, że prawie każdy lubi czytać książki, a jeśli jest inaczej - proszę, nie wyprowadzajcie mnie z błędu.
W razie czego zawsze można się dyskretnie upewnić...

Dlaczego sówka? Trochę dlatego, że od dzieciństwa kojarzy mi się z książkami:
"Na południe od Rogowa
Mieszka w leśnej dziupli sowa,
Która co dzień, aż do rana,
Tkwi nad książką zaczytana"*

A jeszcze bardziej dlatego, że filcowe sówki uważam po prostu za tak urocze, że kiedyś musiałam zrobić choć jedną. A że akurat przyszły tkaniny na kolejną lalę i strasznie chciałam je "wypróbować" - filcowe ostały się jedynie oczy, łapki i dziobek:) Do tego zwisająca tasiemka z koralikami i akrylowy kwiatuszek dla ozdoby oraz ładne opakowanie i...
Voilà!

Mam nadzieję, że i Wam przypadła do gustu:)
Przyznam, że trudno mi było wypuścić ją z gniazda, więc pewnie niedługo sprawię sobie podobną:)


P.S. Chciałabym podziękować Panu Brzechwie za wiersze dla dzieci, a Panu Znanieckiemu za "Socjologię wychowania", która 7 latach stania na półce wzięła udział w sesji zdjęciowej i tym samym na coś się wreszcie przydała:D

 * fragm. wiersza J. Brzechwy "Sowa"

czwartek, 3 października 2013

Oswajanie strachów, czyli bliskie spotkanie z tildą

Uczciwie uprzedzam, że się rozpisałam - jak kto nie ma ochoty się przemęczać - może obejrzeć same zdjęcia, a niech tam:)

***
Nie mam jakoś szczęścia do lalek. One zresztą też nie miały ze mną najlepiej. Tylko kilka miało swoje własne imiona: Czarna, Biała, Uśmiechnięta, Wesoła, no i oczywiście moja ukochana - złotowłosa Zuzia, której nie wiedzieć czemu wydłubałam wszystkie rzęsy z ruchomych powiek. Reszta miała numery wypisane flamastrami na gumowych czołach (to nie żart).

Ja natomiast jeszcze w dzieciństwie radośnie obejrzałam "Laleczkę Chucky" (przez palce, rzecz jasna), poprawiłam "Stukostrachami" (scena w komisariacie policji!), a na studiach dorzuciłam do tego jeszcze obejrzanego samotnie w czasie burzy "Czerwonego Smoka" i moja niechęć do lalek (zwłaszcza tych z plastikowymi, "ludzkimi" oczami) osiągnęła szczyt.

Nie dziwi zatem, że i tilda (nieprzypadkowo pisana małą literą) nie wzbudzała mojego zachwytu, a właściwie to mogłaby dla mnie nie istnieć, gdybym na forum szyciowym nie znalazła TYCH ŚLICZNOTEK. Mistrzowskie wykonanie (detale!) i niekwestionowany urok Anitowych lal sprawiły, że z miejsca je polubiłam i zapragnęłam natychmiast uszyć choć jedną:D

I uszyłam!!!
Choć okazuje się, że jak się ma małe dziecko, owo "natychmiast" nabiera głębszego znaczenia oraz podejrzanie rozciąga się w czasie - w tym przypadku było to parę tygodni szycia "po kawałku" i obmyślania szczegółów ubranka.
Wykrój pochodzi stąd, natomiast ja nieco go zmodyfikowałam, zwłaszcza ubranka - chciałam koniecznie sukienkę. Ostatecznie dekolt oraz rękawy obszyłam koronką, a dół ozdobiłam plisami - jedną szeroką w talii i wieloma wąskimi na samym dole. Do tego satynowa różyczka i kokardki. Z tyłu zapięcie na zatrzaski.
Uszyłam też pasiaste gacie w starym stylu - z falbankami w nogawkach; trochę wystają spod sukienki:) Głowa otulona białą czapą, oczy wyszyte czarną nitką, a rumieńce zrobione cieniem do powiek.
Na nogach pończochy z białego tiulu-szyfonu, a na stopach na razie pantofelki, ale coś mi kolor nie pasuje, więc w najbliższym czasie obuwie pewnie zostanie wymienione.

No i jak się Wam podoba?

Melduję również, że zgodnie z obietnicą kontynuuję akcję "recykling - nice!".
Wykorzystałam, co następuje:
- ciałko uszyłam z męskiej koszuli oddanej mi ostatnio w ramach jesiennych porządków, dokładnie z jednego rękawa tejże (kolor co prawda dość osobliwy, ale niczego lepszego nie znalazłam, a do tego to "natychmiast"...)
- czapa wykonana z niemowlęcej skarpetki, rozmiar newborn, której moja córeczka chyba ani razu nie miała na nóżce ze względu na sztywną aplikację przyklejoną sztywnym klejem - tfu! Aplikacji oczywiście się pozbyłam.
- na skrzydła wykorzystałam kawałek starej spódnicy (fajny materiał o gęstym splocie)
- i wreszcie włosy - sztucznych włosów ani wełny nie posiadam i już, już prawie cięłam kordonek, kiedy przypomniałam sobie o ...sztucznych futerkach, które zachomikowałam dawno temu:D Wśród różowych i zielonych znalazł się na szczęście kawałek brązowego.

Anielska opieka w najbliższym czasie zdecydowanie nam się przyda.

Ktoś przeczytał cały post?:D

środa, 25 września 2013

Recykling - nice!


W ramach zapchajdziury (co oznacza, że rozgrzebałam kilka postów - znaczy istnieją w wersji roboczej, a także rozpoczęłam szycie kilku rzeczy na raz - a mimo najlepszych chęci nie dałam rady ich jeszcze skończyć) wrzucam zdjęcia torebki dżinsowej, którą uszyłam sobie na początku lata.



Wersja semi-recycling, czyli dżins ze spodni licealnych, metalowe kółka i zamek magnetyczny takoż skądiś odzyskane, bawełna na podszewkę oraz zamek - nowe.
Szczególnie dumna jestem z kieszeni (bo pierwszy raz taką szyłam) oraz paska, który wyszedł przecudownie równy:) <kłania się>



Jako, że w szafie zalega już cały worek materiałów, które "kiedyś się przydadzą" (niektóre czekają na to dobre 15 lat...), obiecałam sobie powolutku zacząć się ich pozbywać. O postępach będę informować na bieżąco:)

sobota, 7 września 2013

Lavendove


Tak to już jest, że w blogosferze handmade'owej królem jest Czas - ten pierwotny - cykliczny. Trochę taki, jaki dawniej rządził na wsi, kiedy rytm życia wyznaczały pory roku. Gdzieniegdzie jeszcze tak jest. Wiosna, lato, jesień, zima. Zielenie, żółcienie, brązy, biele. Kwiatki, owoce, liście, śnieżynki. I tak w kółko, w kółko, w kółko... Zadumałam się.

.

Na większości blogów związanych z szyciem woreczkowe szaleństwo - wszak niedawno zakończyły się zbiory tegorocznej lawendy.

Z wakacyjnych, powiedzmy, wojaży i ja przywiozłam ździebko i wczoraj właśnie późną nocą woreczki zostały poszyte, zaopatrzone w sznurki, napełnione oraz rozwieszone w strategicznych miejscach - to znaczy prawie w całym mieszkaniu:)


Młócka nastąpiła poprzez energiczne ugniatanie lawendy w foliowym woreczku i tylko cudem uchowało się kilka całych gałązek na potrzeby dzisiejszych zdjęć. Chwilowo nie znalazłam też pod ręką lnu, za to wykorzystałam bawełnę o niezbyt gęstym splocie.


Od samego rana narkotyzuję się zapachem, który wydobywa się z woreczków (dla wzmocnienia efektu od czasu do czasu rozkruszając w palcach po jednym ziarenku). Wwąchuję się. Zapach lata:)

A, jeszcze jedno - lawenda jest tzw. rośliną miododajną (lub raczej nektarodajną) - jeśli wierzycie Einsteinowi w kwestii pszczół - koniecznie posiejcie ją w ogródku.
Na balkonie też można.

wtorek, 30 lipca 2013

Nie tylko tiulove - pomysł na opakowanie prezentu


Dzisiaj scena bez tiulu - owszem, tiul odgrywa tu rolę główną, ale... z pewnością nie jedyną:) Szyję (regularnie już prawie od roku) najróżniejsze rzeczy i chciałabym, żeby i one znalazły tutaj swoje miejsce.

Zatem: (klaps!) Scena 3.: "Krótka historia pewnej poszewki"
Akcja!
Jakiś czas temu dorwałam śliczną bawełnę. Co tu dużo mówić - zakochałam się w niej, ale nie bardzo wiedziałam, co z niej uszyć. Zawsze tak mam - najładniejsze materiały leżą miesiącami, bo czekam na Pomysł, który będzie wart (o zgrozo!) pocięcia tkaniny. Zwłaszcza takiej:


Przypadek sprawił, że z TEJ akurat bawełny zażyczyła sobie poszewkę na poduszkę moja Bratanica.
Uszyłam, a jakże.
Ot, taka tam zwyczajna poszewka - z trzema guzikami, bez udziwnień. Leżała i czekała na sposobny moment przekazania nowej właścicielce.

Mnie tymczasem gryzło sumienie - "skoro już uszyłam ją z TEGO, musi otrzymać jakieś specjalne opakowanie" - myśl o włożeniu jej do supermarketowej reklamówki przyprawiała mnie o dreszcze obrzydzenia! Papierowe torebki prezentowe też tak jakoś nie bardzo...

Rozwiązanie okazało się tak proste, że aż mi głupio, że dopiero teraz na to wpadłam...
Poszewkę złożyłam i przewiązałam szeroką satynową wstążką w pasującym kolorze (co już samo w sobie wyglądało naprawdę dobrze!), a ten pakiecik z kolei włożyłam do uszytego również z TEJ bawełny woreczka,  również zawiązywanego - cieńszą satynową tasiemką.


woreczek na prezent

woreczek na prezent

W ten sposób zwykła poszewka na poduszkę stała się Specjalną Poszewką Specjalnie Dla Ważnej Osoby (i otrzymała swoją własną poszewkę;))

Efektownie i elegancko, a do tego bardzo dziewczęco - o to właśnie mi chodziło:)

Mam nadzieję, że całość się spodoba, a po rozpakowaniu woreczek otrzyma nowe życie - np. jako miejsce przechowywania jakichś osobistych drobiazgów:)

P.S. Dla Ważnej Osoby warto się postarać i jak najładniej opakować prezent - efekt będzie podwójny! To jasne, że nie każdy musi być mistrzem prac manualnych - czasem wystarczy wybrać ładne pudełko, a zamiast tradycyjnej "kwiaciarnianej" - materiałową wstążkę. To naprawdę działa.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...